10 rzeczy zaskoczyły nas na Teneryfie

Przed wyjazdem mój racjonalny, logiczny, analityczny umysł nie pozwolił mi tak po prostu się spakować i kupić biletów na samolot. Przewertowałam sporą część internetu, blogów, filmów na youtube dotyczących Teneryfy. Wiedziałam dużo, na tyle dużo aby nie dać sobie wmówić bzdur, opowiadanych przez wątpliwych znawców Teneryfy. Brakowało mi tylko doświadczenia, które zweryfikuje moje dobre, acz teoretyczne przygotowanie. Oto jest! 10 rzeczy, które zaskoczyły lub zdziwiły mnie na Teneryfie, a z których przecież zdawałam sobie sprawę w teorii.

1. Sjesta ma się dobrze

Tak, tutaj też funkcjonuje. Niby o tym wiedzieliśmy, coś czytaliśmy, wiadomo, że to południowcy. Nie spodziewaliśmy się jednak, że aż tak dobrze się ma ta sjesta! Do banku trzeba zdążyć przed 13, a pamiątki kupować najlepiej przed południem lub wieczorem, bo część sklepów się zamyka. Przyzwyczajeni do jedzenia obiadu w okolicach godziny 15 również mogą się rozczarować- podobnie jak my pewnego razu. Kuchnie w restauracjach są otwierane około 18, więc jeśli chcesz zjeść wcześniej, musisz przejść kilka miejsc w poszukiwaniu tego, w którym cię nakarmią.

2. Różnorodność na długości 80 km

O tym jak bardzo zróżnicowana jest wyspa przekonaliśmy po objechaniu jej w całości. Oglądam zdjęcia i filmy z naszych wyjazdów z ciągłym zdumieniem- jak to jest możliwe na zaledwie 80 km długości? Tą różnorodność zawdzięcza przede wszystkim wysokim pasmom górskim, które dzielą ją na dwie strefy. Północno-wschodnia część, w której mieszkamy jest zielona, bardziej wilgotna- szczególnie w górach Anaga, które najczęściej znajdują się w chmurach. Dzięki temu, 20 km od Puerto de la Cruz, mamy prawdziwie dziewiczą część, unikalną roślinność, zieleń, która porasta każdą górę.

Miejscowości na północnym pasie wyspy istnieją prawie od zawsze- tu były naturalne warunki do tego aby mieszkać, żyć, uprawiać ziemię. Stwarza to naturalny, niesamowity klimat, atmosferę, jest gwarancją prawdziwe lokalnych doznań! Jeśli chcesz poznać i poczuć Teneryfę to jest to idealne i jedyne miejsce, które Ci to zagwarantuje pod każdym względem. Lokalna architektura, jedzenie, muzyka, ludzie- to właśnie tutaj.

Południowo-zachodnia część może pochwalić się… nie będę obiektywna, ale nie muszę- niczym nie może się pochwalić! Takie jest moje zdanie. Kurort na kurorcie, sztuczny twór pod turystów, a zieleń dobrze wygląda tylko przy hotelach i w centrum miasta. Kiedy spojrzymy w kierunku el Teide, to poza budynkami nie widzimy w zasadzie niczego, nie ma tej głębi i trójwymiarowości, którą dają nam kolory i roślinność po drugiej stronie wyspy. Pustynia, gruz, kamienie, hotele. Sztuczność i komercja. Taka na maxa i bez udawania, że jest inaczej. Nawet plaże przekolorowali.Jeśli interesuje Cię wyjazd all inc. i plaża pod hotelem max. 100m, to jedź na południe. W innym wypadku nie polecam.

Na tej małej powierzchni znajdzie się też gratka dla artystów i architektów oraz ogólnie wrażliwych na sztukę osób. W stolicy znajdują się dwa światowej klasy obiekty, warte zobaczenia: Audytorium znane z pocztówek oraz Tea Tenerife. A jeśli jesteś już w Santa Cruz to nie zapomnij o oddalonej o 7 km plaży Las Teresitas, z piaskiem z Sahary, chociaż uważam, że najlepiej wygląda oglądana z góry, lub na pocztówce.

Znajdziesz tutaj nawet piramidy. Nie takie jak w Egipcie, ale jednak piramidy. No piramidki może. Podobno w najkrótszą noc w roku, zobaczysz z tego miejsca podwójny zachód słońca. Czekamy na ten dzień- sprawdzimy.
W zimie, przy odrobinie szczęścia, będziesz opalać się na plaży Playa Jardin i patrzeć na kompletnie ośnieżony, biały wulkan. To jest różnorodność!
Polecam objechać wyspę- zajmie Ci to max 2 intensywne dni, ale nigdy tych 2 dni nie zapomnisz! Obiecuję!

3. Nie jest to łagodna wyspa, o której myślałam

Myśląc o Teneryfie, miałam w głowie wizję nieco egzotycznego, uroczego miejsca. Takiego przyjaznego, milutkiego, pełnego kwiatów i uroczych stworzonek- zaczynając od jaszczurek i na orkach kończąc. Cóż. Nie. To znaczy tak, ale w innym sensie.

Teneryfa jest wyspą z charakterem. Mocnym charakterem. Powiedziałabym nawet, że ostrym. Góry, skały, granie, klify, mają tak nieregularne kształty, tak postrzępione, ostre, że aż trudno w to uwierzyć. Są jak potargana kartka. Wypiętrzone ponad ocean tak wysoko i tak stromo, że przyjemność zwiedzania i podziwiania jest podszyta niezłą adrenalinką (żeby nie powiedzieć strachem).

Dołożę jeszcze majestatyczny wulkan el Teide czuwający nad wyspą i nie dający o sobie zapomnieć. Wszędzie gdzie będziesz, możesz znaleźć ślady lawy, kamienie wulkaniczne, czy chociażby przepiękne, czarne, wulkaniczne plaże, które tu występują.

A Los Gigantes na południu? Klify powstały w wyniku wulkanicznej aktywności w pierwszym okresie wypiętrzania się wyspy. Na skutek erozji masyw Teno zyskał obecny kształt. Dzięki temu teraz mamy do czynienia z głębokimi wąwozami, pofałdowanymi szczytami, pionowymi klifami. Pierwotna ludność nazywała te klify „ścianą piekieł” i coś w tym jest.

W miejscowości Garachico masz możliwość wykąpania się w naturalnych basenach, utworzonych przez spływającą lawę, która doszczętnie zniszczyła kiedyś to miasteczko. Kąpiel w zastygniętej lawie, skusisz się? Będzie ostro.

4. Najkrótsza i najcieplejsza zima w Europie

Najkrótsza zima w naszym dotychczasowym życiu trwała miesiąc, a najniższa temperatura wyniosła około 15 stopni C w ciągu dnia. Wiedzieliśmy, że jedziemy w najcieplejsze miejsce Europy, ale nie spodziewaliśmy się, że grudzień i styczeń będzie cieplejszy od polskiego lata, a deszczu nie zobaczymy przez te miesiące (nie słuchajcie tych, którzy straszą, że w Puerto ciągle pada- to tylko zagrywki marketingowe). Luty nie był tak łaskawy i zafundował nam deszcz przez tydzień, sporo chmur, ale też wynagrodził to bielutkim el Teide i śniegiem na niższych partiach gór. Przepiękny widok zwłaszcza z rozgrzanej plaży.
Jedyne co „łagodzi wyspę” to mentalność mieszkańców. Dla mnie to zestaw idealny.

5.  Ceny i koszty życia

Obiło się o nasze uszki, że to najdroższa europejska wyspa. Nie potwierdzamy. Ceny sprawdziliśmy i przekalkulowaliśmy przed ostatecznym zakupem biletów. Zadziwia mnie jak to jest, że ludzie wolą wysłać maila z pytaniem co i ile kosztuje zamiast wygooglować „Lidla espana” lub „Superdino” lub „Mercadona”, i na własne oczy przejrzeć gazetki marketów, z aktualnymi i dokładnymi cenami. Ja tak zrobiłam, przeglądałam przez 2 tygodnie gazetki. Tak samo z mieszkaniami, przeglądałam oferty przez cały czas, aby mieć pojęcie co i za ile można wynająć. Można wynająć więcej, za mniej niż w Warszawie czy Krakowie. Ale o wynajmie pisałam w poście Jak znaleźliśmy mieszkanie na Teneryfie?

W restauracji w centrum zjesz często za mniejszą kwotę niż na obrzeżach, a ceny w centrum będą dość zbliżone w każdej knajpie, różnice są niewielkie. Tylko nie zamawiaj w ślepo czegoś, co nie ma jasno określonej kwoty lub jest spoza karty. Zapytaj o cenę, bo możesz zostać skrojony za tapasy na 20 euro (historia prawdziwa Magdy i Przemka- pozdrawiamy). Jeśli restauracja nie ma karty, to również zapytaj o cenę (takich jest trochę- zwykle te najstarsze tutaj). Weź też pod uwagę, że do ceny najczęściej doliczą 7% podatku lub dodadzą kilka euro za przystawki, które podali przed posiłkiem głównym (ale jak, nie były gratis? nie).

Słowem- mówisz Teneryfa, ludzie myślą milioner. Może trochę przesadziłam, ale tak bywa. Zanim ktokolwiek zapyta dlaczego Teneryfa, albo ucieszy się z Twojego małego sukcesu, to wykrzyknie z niekrytym oburzeniem „to ile Ty zarabiasz?!”. Ano nie więcej niż Ty. Odczarowuję Teneryfę jako drogie miejsce, tylko dla Niemców czy Brytyjczyków. Jest dostępne też dla Ciebie. Zwłaszcza w opcji last- tydzień w cenie biletu lotniczego brzmi nieźle, o ile nie potrzebujesz pałacu do przeżycia.

6.  Jedzenie i kuchnia

Jak dobra jest hiszpańska kuchnia wszyscy wiedzą. Jak świeże mają warzywa i owoce również, nie mówiąc już o prawie nieograniczonym wyborze. To jest bardzo ale bardzo fajne, szczególnie dla osób takich jak ja, które są bardziej roślino niż mięsożerne. No i tu się zaczyna dylemat. Mój mięsożerny mąż został ograbiony z dobrego mięsa, szynek i kiełbasek. Co z tego, że mamy grilla na dachu, skoro nie mamy kiełbasy? Możemy na nim zrobić parówki co najwyżej. Oczywiście mięso i ryby, ale wiesz, z grilla najlepsza jest kiełba.

Wielbiciele suszonych wyrobów będą się czuli jak w raju- bo suszonego mięsa, szynki i kiełbasy, jest pod dostatkiem i w każdym możliwym wydaniu. To samo z amatorami owoców morza (nas to nie dotyczy). Cieszy nas dostęp do świeżych ryb, bo obawialiśmy się, że po Ustce już nigdzie tak świeżych ryb jak z kutra, nie dostaniemy. O wędzonych możemy już tylko powspominać niestety.

Śmietany, maślanki, kefiry, dobre mleko, twaróg… rozmarzyłam się. Zapomnij o tym, jeśli chcesz tu pomieszkać. Nie ma. Co za tym idzie dobrego sernika ze świecą szukać, ale da się- mam jedno sekretne miejsce, gdzie taki twarogopodobny sernik można zjeść. Ale tylko jedno, w innych to masa budyniowa o smaku sera, ble.
Sery twarde, długodojrzewające, pleśniowe, kozie to podstawa tutaj, dla mnie rewelacja! Uwielbiam.

Wino- te za 0,5 i te za 5 euro jest tak samo dobre. Kupuj w ciemno. Najlepiej w kartonie i dużo. Jeśli szczęśliwie trafisz na wino bez etykiety w małym lokalny sklepie to kup kilka. A no i ważna sprawa- wina inne niż wytrawne nie są tu popularne, więc szybko polubisz wytrawne.

Słodycze i ogólna słodkość wszystkiego. Na potęgę dosładzają wszystko. To, że kupujesz jogurt naturalny nic nie znaczy, bo Twój sos czosnkowy może smakować, jakby ktoś dosypał do niego 2 łyżki cukru. Teraz obowiązkowo sprawdzam czy jogurt, który kupuję oprócz rzekomej naturalności, jest cukrowany czy też nie. Słodycze są tak słodkie, że aż mdłe. Jemy je dość rzadko i najczęściej tylko na mieście np. ciasto, i teraz wiem już, żeby wybierać cytrusowe, owocowe, sernikowe- innych nie da się przejeść. No chyba, że na co dzień słodzisz wszystko co pijesz, i nie masz problemu ze zjedzeniem tabliczki czekolady.

Spora część produktów oznaczona jest informacją: bez laktozy, bez glutenu, bez cukru itp. Rzuca się to w oczy. Spodziewam się, że to wymagania narzucane na producentów. Mieliśmy wrażenie na początku, że mają jakąś obsesję na tym punkcie. Pozorną rzecz jasna, bo w obwodach im nie brakuje cukru, churros ani bagietek.

Mogłabym przejść przez cały market i opowiedzieć Ci o tym, ale zostawię to na osobny post. Zakończę tą część podstawą naszej polskiej ziemi- chlebem! A jak! Dmuchany czy pompowany dla Ciebie? To tak w skrócie. Chleb kosztuje 2-3 razy więcej niż w Polsce i jego świeżość jest chyba nieskończona, z wiadomych powodów. Nie kupujemy, nie jemy. Tęsknimy za żytnim, wieloziarnistym, orkiszowym, za drożdżowymi chałkami i plackami z naszej maleńkiej budki w Ustce, i za chlebem z Mysłowic. Za to bagietkę kupisz w „polskiej” cenie, w każdym rozmiarze, zawsze ciepłą, wszędzie.

7. Wszędzie (prawie) jest pod górę, nawet w centrum

To było prawdziwe zaskoczenie! Chyba największe. Góry, klify, wulkan. Rozumiem. Ale żeby tak w centrum miasta? Dzięki temu jedno wyjście do sklepu, albo na spacer przy oceanie, jest niezłym treningiem. A później trzeba pod tą górę wrócić z zakupami. Przywiozłam ze sobą ulubione szpilki, ale nigdy ich tutaj nie założyłam i raczej nie będę ryzykować.
Przed wyjazdem wpatrywałam się w mapę i cieszyłam, że w odległości 1-3km mam centra handlowe, większe sklepy itd. Na miejscu okazało się, że nie dojdę tam na piechotę, a chodnik kończy się w połowie drogi, jest ostro pod górę i niebezpiecznie.

8. Nieogarnięciem Hiszpanów/Kanaryjczyków

Najkrócej i najbardziej obrazowo rzecz ujmując- są nieogarnięci. Albo wyluzowani. Albo jeszcze coś innego. Na podłączenie internetu czekaliśmy 4 tygodnie. Rachunek, który dostajemy jest inny, niż powinien być zgodnie z umową. W dokumentach urzędowych są błędy- zaczynając na imionach, przez daty urodzenia i na narodowości kończąc. W banku też zrobili błąd, w najważniejszej danej. Dokumenty, których w teorii nie da się wyrobić bez nr NIE, wyrobiliśmy bez większego problemu i bez tego numeru. Niestety nr NIE okazał się rzeczą nieosiągalną, ale w tej chwili do niczego już nie jest nam potrzebny. Dlaczego nieosiągalną? A no dlatego, że system mają niedziałający, i zarejestrować się nam nie udało przez kilka tygodni.

Ale przecież „jesteśmy w Hiszpanii, musimy myśleć po hiszpańsku i się nie przejmować”, to słowa pracownika, który obsługiwał nas w banku (tego samego, który zrobił rażący błąd w nr mojego paszportu).
Codziennie zastanawiam się jakim cudem wszystko tu funkcjonuje. Cudem.

9. Zadbani i zapuszczeni jednocześnie mieszkańcy

W zasadzie ten punkt dotyczy w większości kobiet. Mężczyzn widuje się raczej zadbanych pod każdym względem, czasem do przesady. Mieszkamy blisko parku, widujemy więc stale biegaczy oraz zdecydowanie mniej biegaczek. Wychodząc na miasto, niezależnie od pory dnia, każda tutejsza kobieta wygląda bardzo, ale to bardzo dobrze! Nigdzie nie widziałam tak zadbanych pań kasjerek. Włosy, makijaż, dłonie, idealnie dobrane okulary i obowiązkowo szminka! Miło się robi zakupy. Miło wychodzi się do miasta, w którym w t-shirtach i adidasach chodzą zazwyczaj turyści i lokalna młodzież. Wychodząc w weekend odpuść sobie legginsy i dres, jeśli nie chcesz zbytnio rzucać się w oczy. Lepiej załóż sukienkę.
W tym całym dbaniu o siebie z zewnątrz, Paniom brakuje sportu i zdrowego jedzenia. Jest to niewątpliwie widoczne w obwodach, ale najważniejsze, że im to nie przeszkadza! Piękni ludzie z tych Hiszpanów!

10. Hiszpanie nie mówią po angielsku wcale lub mówią bardzo słabo

Nie mówią wcale, albo mówią tak słabo, że nadal ciężko o porozumienie. W restauracji raczej obędzie się bez problemu, tak samo w sklepach z pamiątkami. W lokalnych warzywniakach i sklepach już będzie gorzej, jeśli chcesz o coś zapytać. Szoku doznaliśmy dzwoniąc z pytaniem o wynajem mieszkań do agencji i do prywatnych osób, próbując załatwić sprawy urzędowe oraz nr NIE, czy tak prozaiczną rzecz jak podłączenie internetu w największej hiszpańskiej sieci. Słowem było ciężko, a nawet bardzo. Nr NIE nadal nie mamy, mieszkanie wynajmuje nam Brytyjczyk, a internet jest zagadką dla nas do tej pory, mimo że po 4 tygodniach został sprawnie podłączony. Viva Espana!

Napisałam tekst z perspektywy miasta Puerto de la Cruz. Są to moje osobiste doświadczenia, jeśli masz inne- podziel się nimi kulturalnie w komentarzu. Komentarze niekulturalne nie zasługują na publikację.
Jestem ciekawa, co Ciebie zaskoczyło na Teneryfie? Masz podobne doświadczenia z innych miejsc, wyjazdów?

*autorem pięknego zdjęcia jest Wojciech Gruszczyk, fotograf z Krakowa. Na zdjęciu starszy Kanaryjczyk, śmiejący się do rozpuku, ponieważ przed sekundą zamknął w bramie żonę fotografa:)

zamieszkali.pl | Cyfrowi nomadzi | Praca zdalna | Najlepszy blog o Teneryfie

Arleta z zamieszkali.pl

właściciel firmy, grafik, designer

Jeśli spodobał Ci się artykuł, polub go proszę, udostępnij lub skomentuj poniżej.

Jeśli chcesz być na bieżąco, obserwuj nas w mediach społecznościowych i zapisz się na newsletter.

  • Magda

    Punkt 8 zdecydowanie należy do wszystkich Hiszpanów.
    Mi internet podłączali 2 miechy, dane do umowy spisywała babka z dowodu mimo to zrobiła błędy chociażby w nazwisku. W zasadzie umowa została zawarta na osobę, która nie istnieje. Faktury oczywiście się nie zgadzały nigdy. Co miesiąc jakaś inna. No jednym słowem- nie da się z nimi nudzić. Ich skrupulatność wynosi ZERO. 🙂

    • aż się boimy co będzie przy wypowiedzeniu, które nas czeka za 3 miesiące 😉

      • Kaju

        a ja na internet czekalam cale 5 dni 😛 za to jest wolny.. jak hiszpanskie urzedy ;P

        • szybkość internetu zależy od oferty, którą wybrałaś 🙂 nam się szybkość zgadza 100% z tym co zakupiliśmy w ofercie 🙂 mamy pakiet z movistar

  • Mieszkam w Barcelonie, a właściwie nad morzem pod Barceloną i wiele z tych punktów pasuje mi do tutejszej rzeczywistości, mimo, że Katalończycy uznawani są za bardziej ogarniętych, pracowitych itp. Barcelona językiem angielskim stoi, początkowo mnie to wkurzało, bo chciałam mówić po Hiszpańsku, a jak widzą jasny łeb, to przechodzą na lepszy lub gorszy angielski. Teraz jestem chytra i udaje, że angielskiego nie znam 😀 A pora obiadowa to 13-15, kiedy to w restauracjach można zjeść tzw. menu el dia, które naprawdę cenowo wychodzi bardzo korzystnie. W ogóle rozmarzyłam się o tej Teneryfie 🙂

    • na Teneryfie wszystko jest jeszcze wolniejsze niż na kontynentalnej części Hiszpanii 🙂 polecam sprawdzić na „własnej skórze” 😀

  • Mam w rodzinie Katalończyka, więc mogę nieco potwierdzić. Najzabawniejsze momenty są po obiedzie/kolacji (posiłek koło 19 to dla niego obiad, dla nas kolacja), kiedy szwagier proponuje deser. Wszyscy bardzo chętnie odpowiadają, że tak. A on wyciąga jogurty 😀 Tak się przyzwyczaił u siebie, że jogurt owocowy to deser, że mimo tego, że w Europie Środkowej są znacznie mniej słodkiej – dalej po nie sięga.

    Nabiał i mięso – niestety, taki klimat mają 😉 Za to nadrabiają owocami.

    O języku angielskim to też słyszałam – mój mąż jeździł do siostry na wakacje do Hiszpanii i narzekał.

    Co do pkt. 8 to „mañana” 😉 W temacie nie przejmowania się to szwagier ma też zawrotne tempo ze wszystkim. Może zacząć jeść pół godziny przed nami, a my i tak skończymy pierwsi. Zebranie się gdziekolwiek – trzeba doliczyć min. dodatkowe 20 minut. Na początku może to irytować, ale później stwierdzasz, że co Ci szkodzi – w końcu wyjazd, urlop, odpoczynek. Wrzucasz na luz i przestajesz się wszędzie śpieszyć.

    • można przywyknąć 🙂 chociaż słyszałam że na Teneryfie jest jeeeeszczeeee wolniej niż na kontynencie, muszę sprawdzić sama 🙂

      pozdrawiam!

  • Dzięki za bardzo przydatny post, niedługo sprawdzimy sami jak to jest 🙂 Interesujemy się zdrowym odżywianiem, podpowiesz gdzie warto pójść i co lokalnego spróbować ?

    • pewnie, mam taki post w planach! do kilku dni będzie gotowy 🙂

  • Monika Warzecha

    A jak wygląda u Hiszpanów znajomość innych języków obcych? Czy jest szansa dogadania się z nimi po francusku lub włosku?

    • Uogólniając – słabo! Na Teneryfie szybciej dogadasz się po niemiecku niż angielsku (z ludźmi w turystyce). Lokalni raczej nie przywiązują wagi do nauki obcych języków i wcale się tym nie przejmują – z drugiej strony hiszpański jest na dziś tak popularny że wcale im się nie dziwię, połowa albo większość Ameryk mówi po Hiszpańsku na dzień dzisiejszy… 🙂 ale daliśĶy radę tylko z angielskim + to czego nauczyliśmy się na miejscu. Potrafiliśmy załatwić dokumenty w urzędzie, banku, umowy o internet itd. 🙂

Zapisz się na inspirujący newsletter :)

Praca zdalna i podróże to Twoje marzenie? Potrzebujesz inspiracji, wiedzy lub motywacji do działania? Daj nam znać, pomożemy!

FreshMail.pl