zamieszkali.pl | Cyfrowi nomadzi | Praca zdalna | Najlepszy blog o Teneryfie

9 mitów o freelancerach i cyfrowych nomadach

Z czym spotykamy się na co dzień? z Jakimi mitami walczymy, a z jakimi już nie ma sensu dyskutować? W zależności od rodzaju pracy jaką wykonujesz, spotkasz się z różnymi mitami, którymi „zaatakuje” Cię rodzina, znajomi, a już na pewno- nieznajomi lub nowo poznani ludzie.

Na większość z nich, osobiście mamy ochotę odpowiedzieć „nie twoja sprawa” lub „patrz na siebie”, ale nie o to w życiu chodzi przecież, aby się zwalczać i porównywać, ale aby czerpać z różnorodności i inności to, co dobre.

Freelancerzy, pracujący zdalnie, cyfrowi nomadzi, reszta świata. Post zarówno dla tych, którzy pracować zadanie lub na swoim zamierzają lub już to robią, oraz dla tych, którzy mają w swoim otoczeniu takie osoby.

1. Praca w dowolnych godzinach

To najpopularniejszy tekst z jakim się spotykam, w odpowiedzi na to, że pracuję dla siebie i „w domu”. W zasadzie się zgadza, ponieważ mogę pracować w dowolnych godzinach. Najbardziej lubię te wieczorno-nocne. Nie wspomnę już, że często jest to konieczność.

Jak to jest na prawdę?

Na prawdę to zależy od tego, jaki rodzaj pracy wykonujesz. W naszym przypadku musimy być w kontakcie telefonicznym z klientami, przynajmniej kilka razy w tygodniu oraz w sytuacjach awaryjnych- zawsze. Oznacza to konieczność dostosowania się do klienta, który zazwyczaj pracuje w godzinach 8-16. Jeśli kusi Cię praca dla siebie, zdalna, a głównym powodem jest elastyczny grafik, to weź pod uwagę to, czy w Twoim przypadku faktycznie będzie to możliwe. U nas sprawdza się tylko w odniesieniu do fizycznej realizacji projektu, a kontakt z klientem odbywa się w umówionych godzinach, wygodnych dla klienta. Podobnie ze wszelkimi sprawami formalno-prawnymi, które też trzeba wykonać w godzinach poranno-południowych.

2. Wolny czas, kiedy tyko chcesz

Oczywiście, że masz dużo większą elastyczność, niż w pracy na etacie, w biurze czy fabryce. Czy to znaczy, że możesz pozwolić sobie na wolny czas, kiedy tylko zechcesz? Niekoniecznie.

Zakładając, że chcesz utrzymać się, a nawet zaoszczędzić, zadbać o przyszłość i mieć drobne na rozrywkę i zwiedzanie, to z wolnym czasem na zawołanie musisz przystopować (no chyba, że zarabiasz nadmiar za jednym zleceniem). Nie ma płatnego urlopu, nie pracujesz=nie zarabiasz. W pracy „na swoim” pracujesz więcej niż 8h dziennie, szczególnie przez pierwsze lata, chociaż są wyjątki, i tego życzę sobie i wszystkim przedsiębiorcom.

Na wolny czas zaczynasz patrzeć w inny sposób, bardzo świadomie, nie trwonisz go. W zależności od ilości projektów, w które jesteśmy aktualnie zaangażowani, wydzielamy wolne dni w tygodniu lub miesiącu, które wykorzystujemy maksymalnie. Jedziemy zwiedzać, nie spędzamy czasu z komputerami, czy też odpoczywamy bardziej leniwie np. na plaży (o ile mamy taką możliwość).

3. Każdy może zostać freelancerem – wystarczy pomysł lub umiejętności

Dlaczego więc tak mało ludzi pracuje dla siebie, w miejscach w których chcą pracować i przebywać?

Pomysły i umiejętności bardzo się przydają, jednak nie są wystarczające. Czy każdy najlepszy pomysł zostaje zrealizowany, a pomysłodawca zaopatrzony na resztę życia? No nie. Podobnie z umiejętnościami, czy zawsze najlepsi wykonują usługi, są najlepiej opłacani? No też nie.

Co więc jest potrzebne aby zostać freelancerem, z pełnym powodzeniem? Umiejętność o której niewielu wspomina- trzeba umieć sprzedać swój pomysł, umiejętności czy towary. Bez tego ani rusz.

Masz pomysł? Masz umiejętności? Świetnie! Teraz spróbuj je sprzedać, a dopiero później myśl o pracy zdalnej, byciu freelancerem na 100%.

Metod i kanałów sprzedażowych są dziesiątki. Każdy znajdzie tą wygodną dla siebie i swoich produktów czy usług, ale zrób to, znajdź i przetestuj, nie zostawiaj tego na później.

W dzisiejszych czasach produkt nie ma takiego znaczenia jak kiedyś- mamy wszystko dostępne na wyciągnięcie ręki. Mamy przesyt! Najtrudniejszym zadaniem jest sprawienie, że klient wyciągnie rękę do nas, a nie do konkurencji.

Widzimy ten problem bardzo wyraźnie na codzień. Tworzymy sklepy i strony dla naszych klientów. 80% z nich uważa, że wystarczy ładna strona czy sklep www i super (w ich oczach) produkty czy usługi, które oferują. Większość myśli też, że chodzi o cenę- tutaj polecam sprawdzić nasze polskie allegro- ludzie potrafią obniżać cenę maksymalnie, sprzedawać na granicy opłacalności, aby tylko sprzedać więcej niż konkurencja. To wcale nie oznacza większego zysku. Nie widzą tego, że psują rynek.

4. Praca z łóżka, plaży i innych nietypowych miejsc*

Praca z łóżka? Owszem, kiedy jestem chora. Szczerze mówiąc, w byciu cyfrowym nomadą czy zdalnej pracy, nie chodzi o to, aby pracować na plaży czy w łóżku. To bardziej przenośnia niż rzeczywistość. Obrazuje pewną prawdę: pracuję tak jak chcę, niezależnie, to mój całkowicie wolny wybór.

Nam najlepiej pracuje się właśnie w biurze! Nie takim korporacyjnym, ale takim własnym, przygotowanym pod nasze potrzeby, do którego możemy przyjść, skupić się tylko na pracy. Tym biurem obecnie jest faktyczne biuro, do którego otrzymaliśmy dostęp i jest dla nas błogosławieństwem. Najczęściej jednak tym biurem był salon w mieszkaniu lub przyjazna kawiarnia. Swoją drogą coraz więcej takich kawiarni powstaje, które są przystosowane dla ludzi chcących popracować poza domem czy biurem. Super!

Aha. Doprecyzuję, że na plażę nigdy nie zabrałabym swojego komputera, z powodu piasku i kurzu, ale przed wszystkim słońca- nie mam matowego ekranu, więc nic na nim nie zobaczę. Swoją drogą na plaży wypoczywam, nie zabieram na nią pracy.

Jak już dłużej popracujesz przy komputerze, to zatęsknisz do wygodnego biurka i krzesła. Ergonomia pracy obowiązuje również cyfrowych nomadów! Dbajcie o swój kręgosłup.

*Ten punk może nie obowiązywać Cię, jeśli nie pracujesz wyłącznie przy komputerze- daj znać, jak wygląda Twoja zdalna praca z nietypowych miejsc?

5. Małowartościowa praca

Nie wiem jak jest w innych krajach, ale w Polsce nie mamy wpojonego szacunku do pracy, pracodawców, a szczególnie usług i ich wykonawców. Sporadycznie pracowaliśmy z zagranicznymi klientami, więc nie będę wypowiadać się o Norwegach czy Brytyjczykach, na podstawie jednego przedstawiciela. Moje doświadczenie wynika z pracy z polskimi klientami i obserwacji, rozmów z Polakami, pracownikami.

Jeśli się oburzyłeś to podam Ci prosty przykład. Usługi, których potrzebuje każdy od czasu do czasu, czyli fryzjer. Ile kosztuje w Polsce? Strzyżenie męskie od 10 zł, a po znajomości w domu za 5zł. Ile kosztuje za granicą? Kilkakrotnie, a nawet kilkadziesiąt razy więcej, za tą sama usługę. Jasne, że zależności jest wiele. Ja dostrzegam właśnie taką- brak szacunku, docenienia pracy, którą ludzie wykonują używając swoich umiejętności oraz czasu. Paradoksalnie to samo tyczy się pracowników etatowych, którzy sprzedają swój czas (tak, czas, są wynajęci przez pracodawcę do wykonania pracy, ale płaci im się za godziny, prawda?) Wniosek? Jeśli pracownik fabryki za  przerzucanie elementów w warunkach średnio przyjemnych otrzymuje kilkanaście zł/h, to dlaczego fryzjer, za 20 minut dość przyjemnej pracy, ma otrzymać więcej? Przecież nie pracuje ciężko! Tak wielu z nas, Polaków, postrzega usługi i je wycenia, przez taki pryzmat. Nikt nie widzi lat nauki, kursów, szkoleń, doświadczenia, stałego doszkalania się osób pracujących w usługach, kreatywności, odpowiedzialności.

Nie jest też rzadkością usłyszeć od klienta „ale to zajmie Pani tylko kilka minut, wystarczy ten kod tam dodać” lub „zrobiłbym to sam, ale nie mam czasu, niech Pani to zrobi”. Te słowa komunikują jednoznacznie, że klient nie szanuje mojej pracy, chce zapłacić tylko za „tą chwilę” czasu, a nie za specjalistyczne umiejętności. Uważa ją za tak łatwą, że sam mógłby ją wykonać ale, swój brak umiejętności zakrywa brakiem czasu, licząc że otrzyma tym samym niską cenę. Nawiasem mówiąc wtedy otrzymuje od nas wyższą:)

W Polsce ludzie cenią prawdziwą pracę, fizyczną, namacalną, taką w której widać efekt od razu. Kiedy każdy widzi że pracujesz, męczysz się i masz… dość tej pracy. Ciężko jest docenić i porównać pracę, której wykonawca nie brudzi się, nie poci, a jedyne co widzą inni to to, że siedzi przed komputerem. Jak to wycenić, ocenić, porównać? Większość ludzi używa komputera do rozrywki, więc, jak zrozumieć, że praca przed komputerem może być ciężka, męczącą, wymagająca? To totalnie niezrozumiałe dla części mojego pokolenia, nie wspominając o pokoleniu rodziców i wcześniejszych.

Musieliśmy pogodzić się z tym, że babcia stale powtarza „a jaką wy tam macie pracę, to nie praca”. Babci się wybacza wszystko. Młodsze pokolenia usiłujemy uświadamiać, że czasy się zmieniły, nawet funkcjonują już fabryki „bezobsługowe”, nie licząc zespołu ludzi, do sterowania maszynami za pomocą komputerów (zobaczcie na youtube).

Sami powiedzcie, czy podróżujących i pracujących ludzie przy komputerze, można nazwać ciężko pracującymi? Takimi, którzy wykonują potrzebną i WARTOŚCIOWĄ pracę? Wielu to przez gardło nie przejdzie. Szczególnie dlatego, że Ci cyfrowi nomadzi, lub Ci pracujący w swoim przytulnym salonie, tą swoją pracę szczerze lubią.

6. Za zbyt duże pieniądze

Oto punkt kulminacyjny, zamykający pierwszą część. W poprzednim punkcie sporo na ten temat już napisałam i zaznaczyłam podłoże, z jakiego to wynika. To, że tacy jak my, „chcemy zbyt dużo za swoją pracę” w oczach sporej części społeczeństwa, wynika po trochę z każdego poprzedniego punktu.

Czy freelancerzy na prawdę zarabiają aż tak dużo? Zależy którzy. Ci podróżujący pewnie tak, bo kogo „normalnego” stać na tak długie wyjazdy zagraniczne? Nie będę tłumaczyć, że w wielu miejscach na ziemi żyje się za mniejsze pieniądze niż w Polsce, i na wyższym poziomie jednocześnie, bo to temat na osobny post.

Pewne jest to, że sami jesteśmy odpowiedzialni za to, ile zarabiamy (wróć do punktu nr 3 i przeczytaj o sprzedaży). Nikt im tych pieniędzy za darmo nie daje, żaden szef nie wysyła wypłaty na konto, niezależnie od tego czy są na urlopie czy chorobowym. Mają tyle, ile wypracują, i tyle ile klient za ich pracę zapłaci.

PS. Znacie ta zasadę wyceniania? Rzeczy lub usługi są warte tyle, ile klienci za nie zapłacą.

Jeśli jesteś lub chcesz zostać cyfrowym nomadą spotkasz się jeszcze z kilkoma „frazesami”.

7. Stale na wakacjach

Przebywamy w miejscach, do których ludzie jeżdżą na wakacje. Ok. W takim razie czy ludzie mieszkający w Gdańsku, czy Ustce, albo Ustroniu też są stale na wakacjach? Pewnie nie zdarzyło się Wam tak o nich powiedzieć, a miejscowi nie byliby z tego powodu zadowoleni, gdyby o nich mówiono, że nie pracują. W tych miejscowościach lokalni żyją tak samo, jak ludzie w innych, niewakacyjnych miastach. Wstają, pracują, jedzą obiad, sprzątają itd. My stajemy się właśnie takimi lokalsami w każdym miejscu, w którym przebywamy.

Gdybym teraz zaproponowała Ci pracę, którą możesz wykonywać gdzie chcesz, w elastycznym czasie itd. to pewnie, Ty i Ty i Ona i On podalibyście dziesiątki miejsc, w które chcecie pojechać. Dokładnie tak to działa, jeśli tylko uniezależnisz się od miejsca pracy, możesz wyjechać gdziekolwiek Ci odpowiada. Pracować i żyć w tym miejscu, jak w każdym innym. Wcale nie znaczy to, że masz wakacje. Zwyczajnie sosna zmieniła się w palmę, a zima w lato lub wiosnę.

Zgodzę się, że mój instagram wygląda tak, jakbym codziennie była na plaży czy w jakimś innym super miejscu. Magiczny trik polega na tym, że dziesiątki zdjęć wykonanych podczas jednego wyjazdu, mogę dodawać przez kolejne kilka tygodni, dzień po dniu i nie trzeba być super spostrzegawczym, aby zauważyć że noszę to samo ubranie na wielu zdjęciach (nie dlatego, że tak mało ich mam, ale dlatego że zdjęcia były wykonane podczas tego samego dnia).

Z tym mitem nawet nie walczę, poddaję się. Zwykle się uśmiecham i mówię wtedy: „pewnie, że tak, dziwię się, że jeszcze nie robisz tego samego! przyjeżdżaj! po co pracować, jak możesz mieć wakacje?” Jeszcze nikt nie przyjechał. Ciekawe czemu? Ludzie, mniej gadania, a więcej myślenia.

8. Lekkoduchy, niestabilni życiowo

Co oznacza dla Ciebie życiowa stabilność? Do jednym jest to rodzina, dzieci, mieszkanie lub dom, dla innych etatowa praca na czas nieokreślony, a jeszcze inni mierzą ją kwotami na kontach w zagranicznej walucie.

Spora część freelancerów i CN zwyczajnie nie spełnia nawet połowy tych warunków. Często w drodze, w podróży, bez 30 letniego zobowiązania kredytowego, bez domu, zwykle bez rodziny przy sobie. Może chociaż część z nas ma konta w obcej walucie (zupełnie praktycznie, aby funkcjonować za granicą)…

Czy to oznacza, że jesteśmy niestabilnymi życiowo lekkoduchami? Ani jedno, ani drugie! Jesteśmy nimi w takim samym procencie jak Ci, którzy spełniają wyżej wymienione warunki w 100%. Dlaczego? Te „niestabilne lekkoduchy” radzą sobie poza strefą komfortu, z której Ci „stabilni” nigdy w życiu nie wychylą nosa. Co więcej, „lekkoduchy” dbają o siebie i najbliższe otoczenie, które świadomie tworzą i wybierają, w przeciwieństwie do „stabilnych” liczących na to, że pracodawca i wszyscy wokół o nich zadbają, bo im się przecież należy, prawda?

Nie ma nic złego w etatowej pracy i pozostawaniu w swojej strefie komfortu, podobnie jak w przekraczaniu jej i pracy na swoim. Problem powstaje kiedy zaczynamy porównywać i mierzyć innych własną miarą. Nie porównujmy, to zwyczajnie dwa różne podejścia do życia, każdy wybiera to, które mu pasuje.

Jesteśmy pracującymi na „swoim” cyfrowymi nomadami, przedsiębiorcami, małżeństwem, nawet mamy kota. Czy tylko dlatego, że nie mamy skredytowanego mieszkania na karku i nie siedzimy w jednym miejscu na stałe, można nazwać nas niestabilnymi lekkoduchami? Ja nazwałabym tak tych, którzy żyją ze sobą bez zobowiązań (no bo po co te papierki), z kredytami i ufając, że etat na który codziennie narzekają, utrzymają do emerytury, którą podobno dostaną. Jak widać,  stabilność życiowa dla każdego może oznaczać coś zupełnie innego.

9. Ludzie oderwani od „prawdziwego życia”

Często słyszę to w rozmowach z ludźmi, którzy opowiadają mi o swoich problemach, ale nigdy nie chcą usłyszeć rozwiązania czy kierunku, który prowadzi do zmiany. Nie chcą problemów, nie chcą tkwić w danej sytuacji, ale nie chcą też zmian. Odpowiadają wtedy zwyczajnie „ale Ty nie wiesz, tak się nie da, jak myślisz”. Jak myślę? Myślę, że jeśli ja czy Ty coś zrobiłeś to jest to do powtórzenia, przez każdą inną osobę, jeśli tylko tego zechce.

Podobnie jak każdy ma definicję stabilności, tak każdy ma definicję prawdziwego życia. Rozwiązania, które widzę w wielu sytuacjach nie są łatwe, ale nikt nie mówi, że takie będą. Problem jest w tym, że ludzie nie chcą podjąć tego trudu wyjścia z danej sytuacji. Wolą skwitować, że nie znam prawdziwego życia, a moja propozycja to bujanie w obłokach, niemożliwe do spełnienia dla „normalnych” ludzi.

Poprzez to, że życie podróżników czy ludzi z pasją, którzy o tym czego doświadczają opowiadają z pełnym zaangażowaniem i uśmiechem, odbiera się jako szczęściarzy, którym się udało, jako nielicznych, farciarzy, marzycieli oderwanych od problemów (bo widzimy ich sukcesy, nie widzimy wielu prób i pracy, którą włożyli aby osiągnąć cele), traktujemy ich z dystansem. Co oni mogą wiedzieć o prawdziwym życiu, skoro są tacy szczęśliwi?

Życie bez sukcesów, marzeń, przyjemności, uśmiechu, spełnienia, to jest życie! Przechodzenie trudów i znoju życia w… domowych kapciach. Serio, to jest wg Ciebie prawdziwe życie?

Jak jest u Ciebie? Z jakimi mitami spotykasz się na co dzień? Dopiszesz coś do mojej listy? 

zamieszkali.pl | Cyfrowi nomadzi | Praca zdalna | Najlepszy blog o Teneryfie

Arleta z zamieszkali.pl

właściciel firmy, grafik, designer

Jeśli spodobał Ci się artykuł, polub go proszę, udostępnij lub skomentuj poniżej.

Jeśli chcesz być na bieżąco, obserwuj nas w mediach społecznościowych i zapisz się na newsletter.

  • punkt 5 – otóż to! mnie najbardziej bawią ogłoszenia w stylu „to proste teksty, wprawiony copywriter napisze to w 20 minut, dlatego nie oferujemy wysokiej stawki”. szkoda, że mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że bycie wprawionym copywriterem kosztuje. 😉
    „Musieliśmy pogodzić się z tym, że babcia stale powtarza „a jaką wy tam macie pracę, to nie praca” to boli. ale ja pocieszam się tym, że to z czasem będzie się zmieniać.
    „Gdybym teraz zaproponowała Ci pracę, którą możesz wykonywać gdzie chcesz, w elastycznym czasie itd. to pewnie, Ty i Ty i Ona i On podalibyście dziesiątki miejsc, w które chcecie pojechać. Dokładnie tak to działa, jeśli tylko uniezależnisz się od miejsca pracy, możesz wyjechać gdziekolwiek Ci odpowiada.” ach, bajkowo to zabrzmiało! <3

    • dziękuję za ten komentarz 🙂
      też mamy nadzieję, że zmieni się niedługo postrzeganie tego stylu pracy w Polsce (chociaż do nas wszystko przychodzi dużo dużo później), w ostatnim czasie zaczyna być głośniej o cyfrowych nomadach, powstaje trochę miejsc colivingowych (tego nie spodziewałam się tak szybko!) i jeszcze więcej coworkingowych 🙂

      pozdrawiamy ciepło!

      • miejsca colivingowe? czyli, że cyfrowi nomadzi razem mieszkają, czy jak?
        ja w październiku przybywam do Warszawy, liczę na to, że upoluję jakąś fajną coworkingową kawiarnię 😉

        • tak, chociaż nie jest dla cyfrowych nomadów tak w 100%, bardziej dla ludzi którzy dopiero chcą zacząć lub są na początku (robią rekrutację do tych mieszkań itd., a płacisz jak za zwykły wynajem…) powstało takie „oficjalne” miejsce w Gdańsku colivingowe (nazywa się Clipster)… chociaż studenci wymyślili coliving już dziesiątki lat temu 😀

        • hm, trochę dziwna idea 😀 według mnie sprzyja temu, żeby być cały czas w pracy i nie mieć życia prywatnego, a od tego właśnie próbuje uciekać wielu freelancerów.

        • Trochę tak, ale na początku „freelancerskiej drogi” może to być ciekawa idea wymiany doświadczeń, mają zaplecze warsztatów, spotkań itd. Dla nas to raczej nie jest atrakcyjna opcja, bo jesteśmy na dalszym etapie, no i tworzymy już rodzinę więc coliving na dłuższy czas nie sprzyja życiu prywatnemu ani pracy (mamy teraz doświadczenie z Izraela 3 miesięczne).

    • My z mężem co prawda siedzimy na tyłkach w biurach w Polsce, ale też mamy taką zupełnie niepoważną pracę – w końcu robimy gry komputerowe. Przecież to ciągła zabawa, a nie praca 🙂 Porządna, poważna praca to mogłaby być np. w banku, pod krawatem, a nie że w kapciach pod kocykiem mogę sobie siedzieć. I przyjść na 12, jeśli mam ochotę.
      Natomiast jedna rzecz o której krytyka często zapomina to, że za tę niepoważną pracę dostajemy całkiem poważne pieniądze, które po wyciągnięciu z bankomatu wyglądają tak samo, jak każde inne za każdą inną pracę.

      • gry – porobiłabym 😀 mój mąż miał pracować w grach kilka lat temu ale wtedy był zapalonym studentem architektury z wielkimi planami zbudowania świata na nowo 😉 teraz chętnie wróciłby do tamtej propozycji 🙂

  • Praca freelancera jak i na etacie mają swoje plusy i minusy.
    Polecam książkę „nadgodziny są do bani”.

    • oczywiście, że tak! dlatego każdy wybiera to co najbardziej mu odpowiada
      Co takiego niezwykłego jest w tej książce, że powinnam ją przeczytać? 🙂

  • The Blond Travels

    Jeju! Tak mnie poruszył ten artykuł, że nie dotyczytałam do końca, bo chciałam koniecznie wrzucić komentarz 🙂 Dosłownie na każdy punkt mogłam bym coś dopowiedzieć. Ze wszystkim się zgadzam w 100%. Myślę, w ogóle, że Polska jest dość specyficznym krajem jeśli chodzi o podejście ludzi do tych, którzy są freelancerami i którzy mają swoje biznesy. Może się mylę, ale Polakom zawsze się wydaje, że ci którzy mają trochę więcej, lub wydaje się że mają (np. cyfrowi noamdzi, bo sobie jeżdżą do ciepłych krajów) nie pracują ciężko i wszystko im bardzo łatwo przychodzi.
    W Polsce oczekuje się też że za pewne rzeczy nie trzeba dużo płacić, jak np. za usługi fryzjerskie o których wspomniałaś.
    Moja siostra jest grafikiem i pracuje dla polskich klientów. Często opowiada jakie w Polsce są ceny jeśli chodzi np. o zaprojektowanie loga za co w Niemczech trzeba płacić 2 razy tyle. Graficy więc zaniżają ceny, a klienci są oburzeni jeśli twoje usługi są nieco droższe. No i koło się zamyka. Miejmy nadzieję, że to się zmieni.

    • niestety, mam to samo doświadczenie jeśli chodzi o grafikę czy strony www, i z części zleceń niestety trzeba świadomie zrezygnować, bo praca nie jest opłacalna, a w momencie kiedy klient płaci już nieco więcej, jego wymagania rosną niebotycznie (nawiasem mówiąc umowa jaką mamy dla klienta na wykonanie usługi graficznej, jest bardziej szczegółowa niż na wynajem mieszkania)
      czekamy na ten moment, kiedy podejście do usługodawcy i przedsiębiorców się zmieni 🙂

  • Lalo.mama

    A ja jestem etatową mamą i wciąż słyszę, że skoro nie pracuję, to znaczy, że mnie na to stać. A ja musiałam wyjść ze swojej strefy komfortu i zamiast za dwie pensje, zdecydować się żyć za jedną i mocno zaciskać pasa, żeby dla czwórki starczyło! Nie warto słuchać co mówią inni tylko robić swoje zgodnie z samym sobą! Wtedy jest człowiek na prawdę szczęśliwy!

    • zgadzam się, a Ci którzy mówią za naszymi plecami- są za nami z jakiegoś powodu 🙂 kiedyś widziałam taki cytat i zawsze sobie go przypominam, kiedy dochodzą do mnie opinie innych 🙂 szczęścia dla Ciebie i Rodzinki!

  • Przykład z fryzjerem – raczej zależna kwota od jakości samego fryzjera, miejscowości (w dużych, bogatszych miastach są wyższe stawki) – dlatego szacunek do takiej pracy i konkurencyjność mają znaczenie w odniesieniu do danego otoczenia. Uogólnianie, że u nas bieda i za dychę strzyżenie w całej Polsce można trafić, to zbytnio mi nie pasuje do rzetelności reszty wpisu 🙂

    • Grzegorzu, jeśli czytelnik rozumie to co czyta, to załapie ideę, którą chciałam przekazać- ludzie najczęściej oceniają/wyceniają pracę na podstawie czasu jej wykonania i komfortu/czystości pracy. Nie uogólniam, ale pisze o większości, z którą często się spotykam, jako osoba oferująca specjalistyczne usługi („zajmie to Pani 10 minut, to będzie gratis tak? a jeszcze te dwa pluginy mi Pani zainstaluje też?”).

      Chciałam zaznaczyć, że rzetelność moich postów nie opiera się na wymyślonych przykładach o fryzjerach (chociaż są prawdziwe i obrazują problem dosadnie, nawet przerysowanie!), ale na DOŚWIADCZENIU z mojej codziennej pracy: artysty, grafika, programisty, przedsiębiorcy, blogera, cyfrowego nomady, freelancera, osoby pracującej online, zdalnie… (wybierz co Ci odpowiada).

      Dzięki za komentarz! Postaram się następnym razem dobrać lepsze przykłady 🙂

  • Krzysiek

    Zgadzam się w 100% z artykułem. Tak jak poprzednicy do każdego z punktów można pisać scenariusze.
    Z doświadczenia dodam, że wiele osób nie rozumie jeszcze, że programista czy też grafik jak pracuje to śni. Te wszystkie WIELKIE rzeczy dzieją się w głowie. Jak kogoś obudzisz, to sen już nie będzie taki sam… Teraz przetłumacz społeczeństwu, dlaczego w niektórych godzinach masz wyłączony telefon itd. „ale to zajmie Pani tylko kilka minut, wystarczy ten kod tam dodać” – niestety szkoda, ale często się to słyszy.

    • w sedno! 🙂

    • Z telefonem trafione w punkt! Wielu ludzi (zarówno znajomi jak i klienci) wciąż dziwnie na mnie patrzy nie rozumiejąc kompletnie, że podczas pracy muszę wyciszyć telefon i to wcale nie na godzinkę 😉

      • W PL telefon (przy braku kontaktu face2face) jest podstawą dla wielu ludzi, sami też się z tym zmagamy- z jednej strony nie chcemy tracić klienta, a z drugiej w wielu przypadkach poświęcamy mu 2-3 godziny (łącznie) na rozmowy i tłumaczeni e(nie raz udzielając informacji za które powinno się zapłacić/konsultacji) po czym klient nie decyduje się na usługę. U nas mamy podział prac rzecz jasna, więc jest nam dużo łatwiej kiedy jedna osoba jest do kontaktu z klientem a druga pracuje nad projektem.