zamieszkali.pl | Cyfrowi nomadzi | Praca zdalna | Najlepszy blog o Teneryfie

Małżeństwo. I co z tym papierkiem?

Post powstał z okazji naszej rocznicy ślubu. Uznałam to za idealny czas, aby raz w roku coś na ten temat napisać. W końcu małżeństwo na nasza najlepsza wspólna podróż.

Zdarzyło się całkiem nie tak dawno temu, że osoba którą poznaliśmy kilka minut wcześniej, na informację o tym, że jesteśmy małżeństwem zareagowała tak, jakby wszystko co mówiła miało sprawić, że poczuje się lepiej jako nie-w-małżeństwie, a my jako małżeństwo mieliśmy się poczuć gorzej.

Co konkretnie? Szczerze mówiąc, osoba ta nie zasługuje ani trochę aby ją cytować, ale w skrócie, aby dopełnić ten wstęp, powiedziała że obrączkę to można sobie ściągnąć, więc ona i jej partner mają coś lepszego czego ściągnąć się nie da, a wesela i ślubu na pokaz nie potrzebują.

Serio? Ci ludzie kreujący się na motywacyjnych mówców, obywateli całego świata, podsumowali naszą najważniejszą decyzję w życiu, jakoby nic nie znaczącą i na pokaz, po kilku minutach rozmowy.

Żyjemy w czasach, w których ślub czy małżeństwo sprowadzone jest do papierka, imprezy na pokaz, staroświeckości lub konieczności w skrajnych przypadkach (nacisk rodziny lub dziecko- a wiadomo, ksiądz nie ochrzci albo zrobi inne problemy w przyszłości- z tego powodu nawet ateiści przed ołtarzami stają, cyrki, szopki odstawiają!).

Poziom fikcyjności sięga zenitu i nie dziwię się, że niektórzy się pogubili i szukają zamienników, bo gdzieś głęboko w każdym z nas zakorzeniona jest potrzeba poczucia przynależności, miłości, bezpieczeństwa.

Jeśli uważasz, że obrączkę można zawsze ściągnąć, to masz rację. Można ją zawsze ściągnąć. Nie oznacza to, że tym samym twoje małżeństwo czy przysięga stają się nieważne. Obrączka to tylko znak dla innych (niektórzy ją noszą, inni nie). Dla małżonków tym znakiem jest złożona przysięga, nieodwołalna aż do śmierci.

Ale co o tym może wiedzieć osoba, która przez ściągnięcie obrączki, dopuszcza wszelkie zachowania, które nie powinny mieć miejsca w związku, jak np. zdrada? Jeśli myślisz tak samo, to znaczy że masz wielki problem z zaufaniem i poczuciem własnej wartości, a prawdziwa miłość jeszcze nie pojawiła się w Twoim życiu. Prawdziwa miłość usuwa wszelki strach.

Nie potrzebujesz papierka? My też nie potrzebujemy papierków na to, aby być razem. Wiesz dlaczego? Dlatego, że ślub to nie jest papierek. Wiesz o tym, doskonale, bo właśnie dlatego, że NIE jest to TYLKO papierek, tak wielu nie podejmuje decyzji o małżeństwie. To daleko idące konsekwencje osobiste, najbardziej intymne dla samych małżonków, rodzin, społeczne, oraz prawne.

Nie jesteś gotowy na takie konsekwencje, decyzje? Nie ma w tym nic złego, ale następnym razem zamiast mówić, że papierki nie są potrzebne, przyznaj że nie jesteś/cie gotowi na taką decyzję, nie ma się czego wstydzić, w końcu to jedna z najważniejszych życiowych decyzji.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego dość negatywnie reaguję na przytyki o papierkach ślubnych. Jeśli tak bardzo zbędne są papierki, to po co podpisujesz i czytasz każdą, nawet najbardziej błahą umowę? Masz umowę na abonamet telefoniczny albo internet? Daj spokój, po co ci ten papierek! Bądź konsekwentnym w tym co mówisz i robisz, papierek to papierek, więc jeśli ich nie potrzebujesz to nie podpisuj żadnych. Inaczej dajesz ludziom do zrozumienia, że bardziej liczy się umowa abonamentowa na telefon niż partner/ka, wspólny majątek, i bezpieczeństwo ewentualnych dzieci.

Zadziwiające, jak ludzie potrafią kłócić się o przecinki w umowach, podpisywać umowę na 30zł abonament telefoniczny, wszystko to, aby nikt ich nie oszukał i nie naciągnął, a jednocześnie dzielą majątek,  biznes, życie, nawet dzieci, z ludźmi z którymi nie zawarli kompletnie żadnej „umowy”. Coś tu się nie zgadza, nie spina, brakuje logiki i konsekwencji w działaniu. Ja widzę w tym niedojrzałość, kompletny brak zaufania i strach, który nakazuje chronić tylko swoje 4 litery.

Niejednokrotnie słyszałam też, że małżeństwo to tylko przeszkoda przy rozwodzie. Z takim podejściem masz absolutną rację. Jak chcesz się rozwodzić i zakładasz to na samym początku, to nie bierz ślubu. Najlepiej  pójdź na dobrą terapię, zanim z kimś będziesz w związku.

Małżeństwo to była jedna z najważniejszych decyzji w naszym życiu. Małżeństwo to przymierze, nie papierek. Jest publiczne zawarte i niesie za sobą wszelkie tego konsekwencje. Nie jest to powiedzenie sobie czegoś na ucho, ale powiedzenie na głos przy wielu świadkach, że należymy do siebie, z całą odpowiedzialnością. Nie ma tu tylnej furtki, którą się wymkniesz niezauważalnie, jak coś pójdzie nie tak, nie pozbierasz zabawek i nie opuścisz piaskownicy, jak obrażone dziecko.

Małżeństwo zmienia dosłownie wszystko. Nie są to zmiany fizyczne (czasem też), ale są to zmiany które zauważasz dopiero „po”. Jeśli miałabym to skrócić do dwóch słów to powiedziałabym, że jest to przejście na wyższy poziom, zarówno osobistego funkcjonowania, relacji, pozycji w społeczeństwie, i biznesie (dzięki Bogu, mimo całego zamieszania, większość nadal ceni tych, którzy podjęli tą decyzję, jest to coś niewypowiedzianego, co się po prostu czuje, i słyszy w prostych słowach gratulacji).

Małżeństwo to idealnie zgrany zespół. Tak powinno być. Ale zanim będzie zgrany, najpierw jest tylko zespołem. Poziom zgrania zależy od tego, ile nad nim pracujecie. Słowo pracujecie zawiera w sobie OBIE strony oraz wysiłek OBU stron. Pełen wachlarz emocji i uczuć, zarówno tych na minus jak i na plus. Ważne, aby się nie zapędzić i pamiętać, że mimo iż jesteśmy jedno, każde z nas może mieć inne zdanie na różne tematy, inaczej reagować i przeżywać rzeczy i sytuacje, co innego lubić.

Być jedno, nie znaczy być takim samym! To być razem we wszystkim.

Ślub jest wyrazem tego, że wszystko co mówimy sobie po ciuchu na ucho, jest prawdziwe i nie boimy się powiedzieć tego na głos. To taka praktyka do teorii. Praktyka ma to do siebie, że sprawdza na ile teoria jest prawdziwa…

 

PS 1. Jeśli chcesz mi powiedzieć, że ślub niczego nie gwarantuje- masz rację i ja o tym wiem, że nie gwarantuje. Każdy ma wolną wolę. Odpowiem Ci od razu, że ślubu nie zawiera się po to, aby kogoś przy sobie zatrzymać czy zniewolić.

PS 2. Jeden ze znanych polskich biznesmenów mówi tak „Jeśli jesteś po rozwodzie, to nie mamy o czym rozmawiać. Nie pracujemy z ludźmi, którzy nie dotrzymali najważniejszej umowy w życiu.” Kontrowersyjne, ale to jego zasada.

PS 3. Co do ślubów na pokaz- życzę jak największych wesel, jeśli tylko masz taką możliwość! Nie ma nic lepszego od dzielenia swojego szczęścia, z jak największą liczbą znajomych, przyjaciół i rodziny.

zamieszkali.pl | Cyfrowi nomadzi | Praca zdalna | Najlepszy blog o Teneryfie

Arleta z zamieszkali.pl

właściciel firmy, grafik, designer

Jeśli spodobał Ci się artykuł, polub go proszę, udostępnij lub skomentuj poniżej.

Jeśli chcesz być na bieżąco, obserwuj nas w mediach społecznościowych i zapisz się na newsletter.

  • Jakie trafne to porównanie do umów abonamentowych itd.!!! 🙂 Ciągle zbieram konkretne argumenty za tym, że ślub to nie „tylko papierek”. Wielu wciąż nie umiem nazwać, a Ty dałaś mi kolejne konkrety! Dzięki wielkie! 🙂

    • cześć, częstuj się 😉 chociaż ja przekonywać nie do końca chcę na siłę, i potyczkować się na lepsze przykłady i argumenty, bo to do niczego nie prowadzi, życie zweryfikuje podejście 🙂

      pozdrawiam serdecznie i gorąco z Izraela!

  • Magda – ta z ZiIPu na MT :)

    Potwierdzam! To wyższy wymiar relacji i jeśli ktoś powie ‚ale przecież mieszkaliscie już wcześniej razem’ to do póki do pory w małżeństwie nie jest nie zrozumie że dla mnie też się zmieniło na jeszcze lepsze po ślubie 🙂

  • „Jeden ze znanych polskich biznesmenów mówi tak „Jeśli jesteś po rozwodzie, to nie mamy o czym rozmawiać. Nie pracujemy z ludźmi, którzy nie dotrzymali najważniejszej umowy w życiu.” kto taki? genialne!

    • około 2 lata temu usłyszałam to w jednym z jego filmów/audio, a nazywa się Kamil Cebulski 🙂

    • A ja właśnie chciałam napisać, że g. prawda. O ile mogę się zgodzić, że brzmi słusznie, to warto wziąć pod uwagę, że życie nie jest czarno-białe. To, że ktoś się rozwiódł nie oznacza, że nie umiał dotrzymać tej umowy albo że nie dotrzymał jej ze swojej winy. Czy zostałabyś ze swoim mężem, który by Cię bił i katował i znęcał się nad Waszymi dziećmi? Czy wytrwale odmawiałabyś rozwodu mężowi, który zostawiłby Cię dla innej kobiety – miał z nią dziecko, wybudował dom, trwałabyś w tej fikcji tylko dlatego, żeby dotrzymać umowy?

      Z całą resztą mocno się zgadzam. To była jedna z lepszych decyzji w naszym życiu 🙂 Polecam ją wszystkim, tylko największy problem mam z odpowiedzią na pytanie – co się zmieniło po ślubie, skoro wcześniej razem mieszkaliśmy. Bo zmieniło się wszystko i nic, bardzo ciężko to opisać słowami.

      • wiesz, mi się podoba to powiedzenie, ale również nie zgadzam się w 100% 😉 w końcu nigdy nie możemy mieć pewności co do myśli, uczuć i decyzji drugiego człowieka. związek i małżeństwo to chyba jedyna sfera życia, która nie zależy tylko od nas… a co do mieszkania przed ślubem, to też bym miała z tym problem – jak dla mnie jak para już razem mieszka, ślub trochę nie ma sensu. no, chyba że ktoś go bierze z przyczyn czysto praktycznych, czyli żeby papierki się zgadzały.

        • No właśnie, małżeństwa nie da się porównać do biznesu. Relacji pełnej uczuć, często nielogicznych do kalkulowanych układów.

          A ja chciałam być żoną mojego (wtedy nie)męża. Względy praktyczne też miały swój udział, ale dla mnie było ważne, żeby o naszym uczuciu opowiedzieć publicznie przed bliskimi nam osobami. Zgadzam się z tym co napisała Arleta: „Ślub jest wyrazem tego, że wszystko co mówimy sobie po ciuchu na ucho, jest prawdziwe i nie boimy się powiedzieć tego na głos.” Dla wielu może to nie mieć sensu i mają prawo do własnej opinii. Dla nas było to w jakiś sposób ważne.

        • Dodałam do wpisu tą jego „zasadę”, bo jest dość kontrowersyjna i jak widać wywołuje sporo emocji 🙂 Sama niekoniecznie się z nią zgadzam, wina zazwyczaj leży gdzieś po środku i tylko sami zainteresowani są w stanie to określić…

          Biznesowo rozumiem to też trochę inaczej- ktoś dokonał złego wyboru, transakcja nie udała się. Małżeństwo sprowadzone do transakcji- z tym się nie zgadzam, ale patrząc z drugiej strony- czy zaufać komuś kto nie dotrzymuje umów (tych najważniejszych)? W biznesie też są dwie strony umowy, a czasem więcej…

  • Pięknie powiedziane o tej publicznej deklaracji uczuć! Dokładnie tak samo pojmuję ślub 🙂 My pobraliśmy się po nastu latach bycia razem – po prostu czuliśmy potrzebę wejścia na wyższy poziom i stworzenia drużyny nie tylko w naszych oczach, ale i w oczach naszych bliskich czy obcych ludzi. Może dla niektórych ślub to jest „tylko”, ale dla nas to było „aż” 🙂

    • dokładnie 🙂 rozumiem, że małżeńska rzeczywistość spełniła Wasze oczekiwania (co do ślubu)?

  • KarMagKat

    Dobrze napisane. Na mnie działa jak płachta na byka każda pokazówka związana z Kościołem – Chrzest, bo wszyscy chrzczą, ślub, bo kościół ładniej wychodzi na zdjęciach niż sala w urzędzie stanu cywilnego i babcia będzie zadowolona, 1.Komunia, bo koledzy idą i jest okazja nazbierać prezenty… Ileż to razy widziałam na FB, jak ktoś wylewa wiadro pomyj na Kościół i Chrześcijan (katole, idioci, ciemnogród, wiecie o co chodzi…) a na profilu sesja z ceremonii ślubnej w kościele. Uważam, że ślub kościelny powinien wychodzić z potrzeby serca (i duszy), jeżeli takowej nie ma to ślub cywilny jest dobrym rozwiązaniem. Nie rozumiem, dlaczego ludzie go unikają… Wiesz, najpierw jest pieprzenie „po co mi papierek”, a potem w szpitalu płacz, że nie można podejmować ważnych decyzji, lekarze nie chcą podawać informacji itp. Wtedy nagle okazuje się, że to ważny papierek, bo de facto w obliczu prawa jest się obcym człowiekiem. To samo przy dziedziczeniu. Ślub cywilny to przede wszystkim uregulowanie spraw formalnych w momentach, których na co dzień nie przewidujemy, nie spodziewamy się. Rano jesz śniadanie z partnerem a 2 godziny później telefon ze szpitala – kto się na to przygotowuje? Uważam, że trzeba być niepoważnym i nieodpowiedzialnym człowiekiem, żeby kogoś kochać (mówię tu o poważnym uczuciu) i zasłaniając się hasłem „po co papierek” nie brać odpowiedzialności za drugą osobę.
    A jako Katoliczka bardzo chciałabym, żeby decyzje związane z Kościołem (przyjmowanie sakramentów) były podejmowane na poważnie i świadomie. A nie kolejny Chrzest, na którym ateiści chórem odpowiadają, że wychowają swoje dziecko w wierze. I młoda para, która nie ma pojęcia co się dzieje i co się kiedy mówi, bo siedzi z przodu i nie ma kogo podpatrzeć. Hipokryzja…
    Pozdrawiam!

    • Dziękuję za ten komentarz- dopełnił dokładnie to, co miałam na myśli piszą krótko o konsekwencjach prawnych czy społecznych. Część osób kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy, ale do czasu, zazwyczaj na minus dla nich niestety.
      Co do wiary i wyznania, cóż, przy okazji świąt staram się napisać w mediach społecznościowych o tym co ważne, największa burza rozpętała się rok temu, kiedy życzyłam ludziom zwyczajnego stania w prawdzie,szczerości i spójności z tym co robią i mówią. Nie ma nic bardziej smutnego niż całoroczny ateista, wyśmiewający wiarę w Boga na codzień, a od święta składającego wszystkim życzenia z załączonym zdjęciem z obchodów wigilii Bożego Narodzenia. Smutek nie jest w tym, że obchodzi „coś”- ale w tym że nie wie jak bardzo jest pogubiony i zaślepiony jako człowiek. Hipokryzja to odpowiednie słowo.

      Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • The Blond Travels

    Ja uważam, że to jest sprawa każdego. Wkurza mnie jak ktoś ocenia decyzje innych – szczególnie takie decyzje. Jak się nie chcą żenić to niech się nie żenią i zostawią innych i innych życie w spokoju. Co to kogo obchodzi, że wy się pobraliście czy nie? To przecież o nich nie świadczy – ani o tym jakimi jesteście ludźmi, ani o tym czy jesteście wierzący, bogaci, biedni. Tak chcieliście i już. Jesteście szczęśliwi i to jest ważne. Oni widać chyba nie są skoro są skłonni w taki sposób oceniać ludzi.
    Mi nie wyszło z małżeństwem i nie sądzę abym kiedykolwiek miała znowu to zrobić (no chyba że za wizę, albo dla innych wymiernych korzyści haha), ale znam wiele kochających się par, które zawarło małżeństwa, w tym moich rodziców i moją najlepszą przyjaciółkę. Wydali sporo kasy na swoje wesela, świetnie się bawili, kochają się i to jest ważne. Tak myślę…

    • Dokładnie tak, każdy dokonuje własnego wyboru i nikt nie powinien go oceniać w taki sposób, a z drugiej strony od razu widać z kim mamy do czynienia. Każda reakcja bardzo wiele mówi o człowieku.

  • hejo Magda! No zmienia się zmienia, jest w tym coś więcej, czego słowami nie da się określić 🙂
    pozdrawiamy!

  • Pingback: Blogerzy o małżeństwie - część 1 - wstęp - Mocem()

  • Nie byłem świadkiem dyskusji, o której wspominasz na początku, więc przyjmę jedynie pewne założenie.
    Jeśli w rozmowie jedna ze stron mówi, że jest w małżeństwie, a druga, że nie bo dla niej to zbędna ceremonia, to jest to tylko i wyłącznie sucha wymiana poglądów, bez atakowania.
    Być może rozmowa miała inny przebieg i poczułaś się urażona, tym, że ktoś wyciągał argumenty przeciw instytucji małżeństwa, podczas gdy Ty będąc po ślubie poczułaś się personalnie zaatakowana.
    Tylko, że w takim przypadku powyższy artykuł to niejako atak na osoby żyjące ze sobą bez ślubu. Tak jakby miały się poczuć gorzej, że w małżeństwie nie są.
    Nie są bo nie są wystarczająco dojrzali by podjąć taką decyzję, nie kochają się wystarczająco mocno przez co boją się ślubu, nie ufają sobie nawzajem zakładając zdrady, czy rozpad małżeństwa z innego powodu etc.
    Napisałaś co myślisz o małżeństwie, ktoś inny może myśleć coś innego. Jednak to co myślimy na jakiś temat nie oznacza od razu atakowania osób, które myślą inaczej. Ale tak jak wspomniałem, świadkiem rozmowy nie byłem więc oparłem się jedynie na przypuszczeniach.
    Osobiście małżeństwo traktuję podobnie jak np. święta. Ktoś kiedyś wymyślił jakąś tradycję, a inni ją powielają.
    Gdybyśmy urodzili się w plemieniu Bubalów, to mężczyźni mogliby mieć podobne dylematy, ale na temat picia krwi menstruacyjnej krów. Taki zwyczaj… jedni praktykują, inni nie.

    • Absolutnie się nie zgadzam.
      Post jest moją odpowiedzią na stereotypy i teksty, którymi mnie „zaatakowano” jak to określasz. Przytoczony na początku przykład pochodzi nie z dyskusji jak zakładasz, ale z pierwszych 3 minut znajomości (cześć, siema, a wy jesteście małżeństwem? tak… resztę już znasz, raczej nie ma wątpliwości co do intencji).
      Nie atakuję i nie dotykam moim tekstem osób, które nie komentują ważnego życiowego wyboru innych osób. Na koniec powtórzę, bo mam wrażenie, że umknął Ci ten akapit 🙂
      „Nie jesteś gotowy na takie konsekwencje, decyzje? Nie ma w tym nic złego, ale następnym razem zamiast mówić, że papierki nie są potrzebne, przyznaj że nie jesteś/cie gotowi na taką decyzję, nie ma się czego wstydzić, w końcu to jedna z najważniejszych życiowych decyzji.”

      • Moim zdaniem po prostu za bardzo wzięłaś do siebie czyjąś opinię na temat małżeństwa, a wzięłaś ją do siebie bo dla Ciebie jak wynika z tego wpisu to bardzo głębokie przeżycie. Równie dobrze temat mógłby się zacząć od wegetarianizmu, religii, czy praw zwierząt.
        Ludzie są różni i mają różne poglądy na różne tematy. Nie ma złych, czy dobrych podejść, chyba że mówimy np. o prawach fizyki, których słuszność można udowodnić.
        Po przeczytaniu tego wpisu odniosłem po prostu wrażenie, że podobnie jak Twoi rozmówcy masz potrzebę argumentowania swoich wyborów (normalna sprawa), ale zdziwiło mnie, że oburzyłaś się na to, że ktoś zrobił to samo co Ty, tylko, że Ty zrobiłaś to na blogu, a oni w rozmowie.

        • Doszukujesz się i wmawiasz mi intencje, których absolutnie NIE mam. Nie mam w zwyczaju komentować wyborów innych osób (tym bardziej jeśli ich nie znam!), a post jest odpowiedzią właśnie dla takich osób, które robią to notorycznie i bez szacunku/refleksji/bezmyślnie/z zazdrości/etc.
          Napisałam go nie dlatego, że coś BARDZO mnie URAZIŁO, ale dlatego, że małżeństwo to dla mnie WAŻNA decyzja, a to jest mój blog i poruszam na nim ważne dla mnie tematy. Tyle z mojej strony! Pozdrawiam.

        • I dokładnie o to mi chodzi. Coś jest dla Ciebie ważne, więc obruszyłaś się gdy ktoś umniejszył temu ważności i dałaś upust tym emocjom we wpisie przedstawiając brak małżeństwa jako gorszą opcję (ze względu na niedojrzałość, słabe uczucie, brak zaufania, brak gotowości do podjęcia tak ważnej decyzji etc.).

          A prawda jak to zazwyczaj bywa leży po środku. Małżeństwo nie jest czymś lepszym od jego braku, tak jak jego brak nie jest lepszy od małżeństwa. Wszystko zależy od podejścia danej osoby do danej sytuacji.

          Dyskusja mogłaby się tyczyć np. życia w małym mieście. Dla kogoś byłoby to super miejsce, bo wszędzie blisko, bo niskie koszty życia. Dla innej osoby byłoby to miejsce zaściankowe i bez perspektyw. Ale miasto byłoby wciąż to samo. Plusy i minusy zależą tylko od obserwatora – osoby która poddaje coś ocenie.

          Małżeństwo nie jest tutaj wyjątkiem. Dla kogoś jest to bezsensowna ceremonia, dla Ciebie bardzo ważne przeżycie. A małżeństwo nie ma ani samych plusów ani samych minusów. Ich wybiórcze dostrzeganie jest wyłącznie subiektywne w zależności od danego człowieka.

        • Mylisz się, niczego tu nie wartościuję jako lepsze-gorsze. Przeczytaj ten post raz jeszcze- bez uprzedzeń. Nie przypisuj mi obruszania i obrażania się, nadinterpretujesz zarówno to, co napisałam jak i moje intencje.

  • Monika Nowak

    Świetny artykuł, jako świeżo upieczona narzeczona i mam nadzieję przyszła żona zgadzam się z Twoim zdaniem. W dzisiejszych czasach małżeństwo jest spychane na margines, niepotrzebne przestarzałe a dla mnie ma ogromne znaczenie i jest bardzo ważne. Nie dla białej sukienki. Nie dla imprezy trwającej cała noc. Nie po to żeby być najważniejszą kobieta w tym dniu. Dla mnie jest to deklaracja złożona drugiej osobie, tej najważniejszej, tej z która chce sie być nie przez chwilę ale na zawsze. Popularne życzenia z okazji ślubu ” Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia” pokazuja że małżenstwo to początek wspólnej podróży i tak jak ty to ujęłaś Arleta wejście na wyższy poziom 🙂

    • Cieszę się, że są jeszcze ludzie, którzy myślą podobnie w tym coraz bardziej pogubionym świecie 🙂 Gratuluję Wam i tak jak to napisałaś- życzę Wam najcudowniejszej podróży! 🙂

Zapisz się na inspirujący newsletter :)

Praca zdalna i podróże to Twoje marzenie? Potrzebujesz inspiracji, wiedzy lub motywacji do działania? Daj nam znać, pomożemy!

FreshMail.pl